szczudła
1 kwietnia 2009
Zniszczonych nagrobków na starym cmentarzu żydowskim pilnują pająki
o nieprawdopodobnie długich nogach. Ich nienaturalnie wydłużone odnóża tak ściśle przylegają do kamiennych płyt, że przewodnicy często biorą je za żywe skamieliny. Zagraniczni turyści oniemieją z wrażenia, słysząc że mają przed sobą czysty mezozoik.
Nogi rosną pająkom za karę. Wszystkie z nich wiedzą, że na cmentarzu najłatwiej o coś do jedzenia, ale jak to pogodzić z oficjalną służbą? Nieczyste uczty na zdewastowanych grobach źle wpływają na kondycję zmarłych. Dlatego nogi każdego pająka, który ośmiela się zaspokoić swój głód, wydłużają się o całkowitą długość upolowanej ofiary.
Rozhuśtana na granicie, wielka jak szynka gąsienica to prosty sygnał,
że któryś z oprawców postradał zmysły.
Starsze pająki ostrzegają młodsze, że za nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu czeka je wszystko, co najgorsze: że wyrzeźbione na grobach świece zapalą się i spalą je żywcem; że wyrośnie im dziewiąta noga, która posłuży Opatrzności za stryczek i w pierwszej chwili nieuwagi zadusi je na śmierć. Ambicją każdego cmentarnego pająka jest wmurowanie się w nagrobek i bycie znudzonym ornamentem.
Swą uroczystą powagą pająki przypominają wartujących przed zamkiem królewskim strażników. Tak samo jak oni muszą znosić nieustanne zamachy na bezruch, jakie bez wytchnienia przeprowadzają głupawi turyści. Prymitywny humor tych ataków jest zbyt prymitywny, bym potrafił go sobie odmówić. Przez dobre dziesięć minut robię do pająka głupie miny, a że przez głowotułów nie przebiega nawet cień uśmiechu – chwytam go w pół i proszę kolegę, aby zrobił pamiątkowe zdjęcie.