Kacper Podrym’s portal-parole

pod rym

rak aureoli

2 kwietnia 2009

Festiwal muzyki współczesnej odbył się w barokowej kaplicy. Jej zabytkowe mury wytapetowano na kilka dni krzykliwymi plakatami. Jeden z nich przedstawiał skrzypce z powyrywanymi strunami związanymi w kokardę. „Zaznajomienie kogoś z utworem muzycznym to jeden z najmilszych podarunków świata” – tłumaczył swą śmiałą wizję autor plakatu.

Najliczniejszą grupę słuchaczy tworzyły wyrzeźbione w kaplicy anioły. Ich nienumerowane miejsca irytowały nieco panią bileterkę. Szczególnie cherubiny cechował jej zdaniem brak poczucia piętra i nieuzasadniona odwaga. Przejechały na gapę więcej koncertów niż stacji drogi krzyżowej – ze ściany, z ołtarza, z sufitu. „Niedługo obsiądą kolumny jak te erotyczne tancerki”. „Są wszędzie i nie zdziwiłabym się, gdyby zaczęły srać jak gołębie” – myślała pani Elżbieta i ze złością liczyła nie wykupione bilety.

Muzyka współczesna przecięła sinusoidę epok w zupełnie innym punkcie niż anioły. Dzielący je interwał przekroczył klawiaturę w obie strony. Dopiero na festiwalu zmieścił się w oktawie i ujawnił jako dysonans. Zupełnie jak wtedy, gdy przed papieżem wystąpili polscy hiphopowcy: Kwiatek, Bożek i Wezyr.

Anioły nie zorientowały się, że wypowiedziano im wojnę. Żyły w areszcie od XVII wieku i dawno już przestały wierzyć w powrót do nieba. Kiedy najechał je wielki jak koń fortepian, dziwiły się tylko: cóż to za pokraczne klawiczembalo? A on krył pod klapą masowe rażenie, trojańskie tanki i spartańskie warunki.

Muzyka lidyjska, Muzyka na taśmę, Muzyka nova polonica. Złamane muzyki wszczepione do uszu i zalane gipsem. Złe ciała obce z banku wrogich organów. Rak aureoli i przerzuty zrostów. Podpisy na gipsie. Liczne! Operacje plastyczne muzyczne.

Broń biologiczna wpadła aniołom w ucho, a miało Konczerto groso. Klawesyn wstąpił do neobaroku i zagrał z The Roentgen Connection. Rozstrzelał konczerta i „Trupy” na smyczki z nich polepił, nowe strzępy na stare instrumenty, czoło tematu zmielone z głową, łącznik z chorobą umysłową, rosną aniołom popromienne skrzydła i mięsisty ogon. W krzywym zwierciadle co słodkie im i drogie, fuga w kaszance i sinfonia trzustek, aj! Tunel strachu w gabinecie luster.

W dawnych utworach tkwił rdzeń barokowy, odchodziły od niego głowy aniołowe, epoka opoka i układ nerwowy, muzyki w aniołach oddział zamiejscowy. Malutka filia, jednego w drugim wigilia. Nieoczekiwany gość i straszne prezenty: nie do odrzucenia przeszczep, wybekane kolędy, koń fortepiański, mózg gipsem osrany. „Kastrat” na sopran preparowany.

Biała flaga jak świąteczny obrus, anioły jak karpie w święconej wodzie, ogłuchłe we własnej barokowej wannie, niech Bożek spuści tę święconą wodę. Lecą z sufitu do pierwszego rzędu, tłuką się, kruszą i ze ścian spadają, a każda słuchaczka aniołem trafiona dołącza niestety do ich fatalnego grona!

Skrzypce pośpiesznie zstępują z plakatów i biegną muzykom na ratunek, prosto na papier anioły spadają, plakat wyrywa im głosowe struny. Złamane dusze uchodzą przez okna, na szybach zostają siwe prześwietlenia; księżycem wystarczy poświecić w te okna, żeby zobaczyć witraże Roentgena.

© 2009–2011 Kacper Podrym