requiem cage’a w fortepianie
1 kwietnia 2009
Requiem Cage’a w fortepianie:
Panie! U mnie
stare, głuche kości
w wielostrunnej klawiatrumnie
daj mi wieczne pogrzebanie
4 i 33 wieczności
1 kwietnia 2009
Requiem Cage’a w fortepianie:
Panie! U mnie
stare, głuche kości
w wielostrunnej klawiatrumnie
daj mi wieczne pogrzebanie
4 i 33 wieczności
1 kwietnia 2009
pustka
w pustkę
wtulona
wypustki
pustki
do łona
wpuszczone
– za żonę
cię wziąłem
by w próżni
od siebie
cię pustko
odróżnić
1 kwietnia 2009
Na chodniku po prawej stronie ulicy siedzą przekupki
i próbują przeciągnąć miasto na swoją stronę – na wieś,
a jeśli chodzi o czas, to w przeszłość. Jest lipiec
i temperatura osiągnęła 36 stopni. Ulica, przy której siedzą
kobiety, prowadzi do licznych romańskich i gotyckich
świątyń. Kiedy nie jedzie nią tramwaj – widać bloki.
Wszyscy mierzą miastu temperaturę, ale 36 stopni to nawet
nie gorączka. Ktoś mówi, że trzeba potrzeć termometrem
o słońce. Termometr pęka i przez resztę dnia jest letnie
zrównanie ciała z powietrzem.
Co jakiś czas kobiety rozkładają na ziemi świeże gazety
i odpłatnie zrywają z nich owoce. Sprzedają jabłka
i maliny. „Dwa owoce na jednym ogniu sprawnie usmaży
zagraniczna patelnia” – zapewnia jedna z nich i przesuwa
towar na środek gazety, jak na kuchence.
Obok owoców stoją wiaderka z kwiatami. Kwiaty opalają
się w słońcu na brązowy kolor, więc o szesnastej jest już
jesień. Kiedy robi się ciemno, kwiaty zapalają się i kobiety
wracają do bloków – każda ze świeczką.
1 kwietnia 2009
Zniszczonych nagrobków na starym cmentarzu żydowskim pilnują pająki
o nieprawdopodobnie długich nogach. Ich nienaturalnie wydłużone odnóża tak ściśle przylegają do kamiennych płyt, że przewodnicy często biorą je za żywe skamieliny. Zagraniczni turyści oniemieją z wrażenia, słysząc że mają przed sobą czysty mezozoik.
Nogi rosną pająkom za karę. Wszystkie z nich wiedzą, że na cmentarzu najłatwiej o coś do jedzenia, ale jak to pogodzić z oficjalną służbą? Nieczyste uczty na zdewastowanych grobach źle wpływają na kondycję zmarłych. Dlatego nogi każdego pająka, który ośmiela się zaspokoić swój głód, wydłużają się o całkowitą długość upolowanej ofiary.
Rozhuśtana na granicie, wielka jak szynka gąsienica to prosty sygnał,
że któryś z oprawców postradał zmysły.
Starsze pająki ostrzegają młodsze, że za nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu czeka je wszystko, co najgorsze: że wyrzeźbione na grobach świece zapalą się i spalą je żywcem; że wyrośnie im dziewiąta noga, która posłuży Opatrzności za stryczek i w pierwszej chwili nieuwagi zadusi je na śmierć. Ambicją każdego cmentarnego pająka jest wmurowanie się w nagrobek i bycie znudzonym ornamentem.
Swą uroczystą powagą pająki przypominają wartujących przed zamkiem królewskim strażników. Tak samo jak oni muszą znosić nieustanne zamachy na bezruch, jakie bez wytchnienia przeprowadzają głupawi turyści. Prymitywny humor tych ataków jest zbyt prymitywny, bym potrafił go sobie odmówić. Przez dobre dziesięć minut robię do pająka głupie miny, a że przez głowotułów nie przebiega nawet cień uśmiechu – chwytam go w pół i proszę kolegę, aby zrobił pamiątkowe zdjęcie.
1 kwietnia 2009
bóg puszcza planety
jak bańki mydlane
głębokie oddechy
w ich błony wessane
próbują z powrotem
wejść bogu do płuca
więc żebra adama
im szybko podrzuca
planety jak głowy odcięte od boga
czym ciało niebieskie bóg zdekapitował
że głowy się toczą bez blizny po szyi?
czy ludzi wychował, by życie
po śmierci za niego przeżyli?
choć noc stoi pusta
Jehowa promienna
śpi w słońcu o niebo
ciaśniejszym od ciemna
noc forma dla nieba najbardziej pojemna
jak pamięć widoczna gołym okiem
widzialne wspomnienie
czerń strasznie przedziemna
jak wciąż wyświetlany dreszczowiec dla okien
…………………………………
…………………………………
…………………………………
…………………………………
świecą gwiazdy polarne
cicho więdnie kantysta
– we mnie prawo solarne
oraz wieczność ziarnista
…………………………………
…………………………………
…………………………………
…………………………………